Przygotowania do matury na dobrą sprawę zaczynają się już na początku Liceum, albo może i już w Gimnazjum, ponieważ wiele materiału, który jest użyty na maturze ma przedział od Gimnazjum. Tak wyglądało to w moim przypadku, bo matura właśnie się zmienia, ponieważ i szkolnictwo się zmienia.
Byłam w klasie o profilu humanistyczno - artystycznym, jak na ironię losu był to zlepek ludzi, którzy w większości stawiali zupęłnie inną szkołę na pierwszym miejscu ( ja również myślałam o zupęłnie innej szkole, do której się nie dostałam). To jednak nie wszystko, nasza klasa była dość problematyczna, nie chodzi tu o głupie dowcipy, czy inne dziwne sytuacje. Wszyscy mieli wyraziste kolory i stawiali na swoim, dużo osób miało problemy, więc byliśmy klasą, która miała najwięcej osób na indywidualnych. Patrząc na to, że w naszej szkole była klasa z osobami niepęłnosprawnymi wygląda to dość szokujaco. Mieliśmy też problemy z obecnością na lekcjach i z nauczycielami, wiecie klasa, która stawia na swoim nie da sobą pomiatać. No i tak mieliśmy co roku problem z przynajmniej jednym nauczycielem. Mieliśmy także swoje plus, bo chociaż byliśmy ciężkim przypadkiem to jeżeli mieliśmy jakiś projekt to robiliśmy go na sto procent i zawsze dopieliśmy swego.
Czytacie Human i wiecie co to oznacza? Problemy z matmeatyką i tak było w naszym przypadku, mniej więcej byliśmy na tym samym poziomie, czyli niskim. Były oczywiście osoby, które radziły sobie bezbłędnie, ale to były 3 lub 4 osoby. Ja oczywiście należałam do tych gorzej obeznanych osób, więc później nie obyło się bez korepetycji i dodatkowych godzin przy próbnych egzaminach. Niestety nie pomyślałam o tym, że korepetycje powinnam zacząć od 1 klasy Liceum, bo miałam dobre oceny i uważałam, że mam dobrego nauczyciela. W drugiej klasie mieliśmy piekło na ziemi i sikanie po majtkach przed lekcją, także przestałam dawać sobię radę i w trzeciej klasie korepetycej były musem. W między czasie chodziłam do kuzynki by chodź trochę mi pomagała, w szkole koleżanka z klasy, która była dość dobra robiła dla nas dodatkowe zajęcia, więc chodziłam do niej czasami by mi z czymś pomogłam. W trzeciej klasie była nocka w szkole, na którą poszłam,a dodatkowo chodziłam na dodatkowe zajęcia w szkole dla maturzystów z matematyki. W domu miałam korepetycje jak zapewne podejrzewacie, ale do tego sama rozwiązywałam zadania, stare matury i tak dalej. Ile mnie to godzin i łez kosztowało to sama nie wiem, w każdym razie dużo i to tylko po to, by jednego dnia przyjść na prae godzin by uzupęłnić arkusz, który i tak zawierał dużo zadań, z którymi nie mogłam sobie poradzić. Tak, to zdecydowanie nie były tematy, w których byłam dobra.
Rozszerzenie z Polskiego i nagle myślić " O musieli być z tego dobrzy!", nie moi mili, nie ten adres. Oczywiście dawaliśmy sobie radę i to nie było tak trudne jak matematyka, ale geniuszami raczej też nie byliśmy. Jeżeli chodzi o wiedzę z lektur to mogliśmy sie trochę popisać, ale tego było okropnie dużo. Cztery zeszyty przez trzy lata, duże i grube, to wszystko w głowie? Nie możliwe. Ja mialam problemy z tymi wszystkimi zasadami itp, po prostu jest to dla mnie nie do przejścia. Z czym inni nie mieli problemów, więc skupialiśmy się totalnie na czymś innym co nie sprawiało mi trudności. Co nie znaczyło, że przysiadłam do tych rzeczy gramatycznych. Nie miałam na to czasu i ochoty, poza tym w trzeciej klasie się obudziłam, że nasza Pani zostawia to w naszych rękach. Stwierdziłam "jakoś to będzie." Do czasu kiedy przyszły matury, a tam pęłno pytań z mojej słabości. Pomyślałam, dobra miejmy nadzieję, że chociaż powiem wtedy coś, cokolwiek. No i przyszedł ten czas, by otworzyć arkusz i posiedzieć sobie przy nim parę godzin. No i co? 6 lat cholernych lektur, gramatyki, strachu przed Dziadami, Weselem, dziwnymi treściami i pytaniami z kosmosu. A tu co? Dość prosty arkusz, a rozprawka? Nie wiedziałam co zrobić. Jakoś dałam radę, chociaż to była jedna z gorszych rozprawek, i te wszystkie epoki poszły się walić, bo i tak pamiętałam tylko "Lalkę" i to co przerabialiśmy ostatnio.
Historia? Chyba tylko jedna osoba z naszej klasy chciała pisać z niej rozszerzoną maturę i to jeszcze z indywidualnych! Ludzie, po co nas męczyli przez 3 cholerne lata rozszerzonej historii skoro my nic nie umieliśmy, wszystko zdawane na ściągach z telefonu. Na szczęście na sam koniec oglądaliśmy już tylko filmy, bo Pan słusznie stwierdził, że bez sensu mieć normalne lekcje.
Trzecie rozszerzenie to była wojna, ponieważ w mojej szkole było tak, że większość klasy decyduje jakie będziemy mieć rozszerzenie. Tak, to nie żarty. Na szczęście nasz klasa myślała nad WOS'em i Angielskim. Na początku wynik poszedł w stronę Angielskiego, ale ja wraz z kilkoma osobami wykłóciliśmy się jeszcze o WOS, z którego później i tak zrezygnowaliśmy. Mieliśmy pęłno godzin Angielskiego, ale nie wiele z nich wynosiliśmy. Nasza grupa była dość leniwa, a Pan nawet nie starał się by coś z tym zrobić. Ćwiczyliśmy głównie ustne mtury co było przesadą, ponieważ Angielski był codziennie z różnicą godzin w danym dniu.Te wszystkiego godziny mogłam przenzaczyć na o wiele lepsze przygotowanie i czuje, że było to marnowanie mojego czasu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz