piątek, 29 września 2017

Maseczki IV

Witajcie ponownie! Dzisiaj kolejne dwa cudeńka, które testowałam jakiś czas temu.




Pierwsza maseczka, to maseczka nawilżająca, w płachcie. Zapach miała dość chemiczny, mam tutaj na myśli zapach perfumowany. Na twarzy jednak był on delikatny i nie drażnił. Płachta nie była zabezpieczona plastikowymi częściami, by łatwiej się rozkładało maskę, więc chwile trzeba się pomęczyć. Maskę wygonie się nakładało, bo miała wycięcia dzięki, którym można było ją odpowiednio ułożyć na twarzy. Materiał maski nie wydawał się taki jak zwykle, był delikatniejszy, ale i przy tym lepszy. Maska spełniła swoje zadanie, ponieważ miałam już strasznie suche miejsca na twarzy, które się "wykurowały". Esencje bez problemu wklepałam w twarz. Jestem zadowolona z produktu, bo dobrze nawilżył moją twarz i nie kosztował za dużo. Zakup z TK Maxx, cena jak na zdjęciu - 12.99.


Poniżej zdjęcie składników.







Kolejna maseczka już dość fikuśna, ponieważ mamy na niej pyszczek kota i wygląda on tak jak na miniaturce z lewej strony. Maska miała bardzo delikatny zapach, prawie niewyczuwalny, przez co nie umiem go do niczego porównać, a na twarzy to już totalnie nie było go czuć. Maskę rozkładało się łatwo, przez plastikowe zabezpieczenia, co było zdecydowanie prostsze niż w przypadku poprzedniej maski. Niestety nie było wycięć by móc dobrze nałożyć ją na twarz. W wielu miejscach nie przylegała, a na grzbiecie nosa to już nie wspomnę. Urocze uszka przylegały pięknie, ale do moich włosów, co nie było najfajniejsze. Esencja była jak woda, nie dało jej się wklepać, trzeba było poczekać aż się wchłonie, co było dla mnie nowością. Czy maska zmieniła wygląd mojej skóry? Nie sądzę, że dała ogromny efekt, więc raczej już jej nie kupię. Wyłapałam ją na promocji w Super Pharm za 10 zł, więc nie była to zbytnia strata pieniędzy, ale jeżeli daje słaby efekt i kosztuje aż 10 zł na promocji to ile kosztuje rzeczywiście?  


Na dole zdjęcie składniki w maseczce.








poniedziałek, 25 września 2017

My big kitty.




Dawno nie pisałam o moim pupilku, a trochę się zmienił. Otóż maluch dostał już dorosłe futerko i sporo urósł, przez jakiś czas nie jadł zbyt wiele, ale teraz wrócił mu apetyt i jest nie do wytrzymania! Tak samo w kwestii zabawy, ale to za chwilę.


Mój maluch waży 2 kg, jest zdrowy, ma za długie pazurki i jest brojny. Ostatnio wskakuje notorycznie do lodówki, podskakuje jak robi się coś do jedzenia i płacze jakby nikt go nie karmił. Tu pasuje "Opowiem Ci smutną historię o tym, że nie jadłem od 2 minut.". Czasem zdarza mu się uciec za drzwi, ale zatrzymuje się piętro niżej i mam nadzieję, że nie będzie miał odwagi zejść niżej, bo nie chciałabym biec za nim z 11 piętra. Do tego w naszym bloku mieszka sporo piesków.


Jeżeli chodzi o zabawę to jest dobrze, do póki nie zechce się rozbrykać, albo jak nikt się z nim nie bawi. Otóż jak jest zabawa to są i pazurki, które kaleczą mi dłonie, więc staram się nie brać mały zabawek by za nimi ganiał. W kwestii kiedy nikt się nie chce z nim bawić, ale on chce zaczyna broić. 

Gryzie, płacze, atakuje mi dłonie, zajada się włosami, lata jak opętany po mieszkaniu, poluje wskakując na nas, ale robi też coś uroczego, przynosi mi zabwki. Ostatnio też zauważyałm, że jak się nachylam by, np.: zawiązać buty on patrzy na mnie, a później skacze mi do twarzy, naszczęście bez pazurów. Skąd to się wzięło? Nie mam pojęcia. Fajne jest to, że aportuje, bo łatwiej rzucić zabawkę i poczekać jak przyniesie. Problem w tym, że jak odchodzę to idzie za mną i daje mi tą zabawkę, bo on chce się bawić dalej. 


Propo grzyeienia to gryzł kable! Jednak czosnek załątwił sprawę, ale kaktusów nie mam jak chronić przed jego zębiskami. Nie wiem co w nich widzi, skoro może jeść sotrczyki, które go nie pokują. Za trawą z dworu jednak nie przepada, może musiałaby rosnąć i wtedy by ją jadł? Już nie mam na niego pomysłów w tej kwestii.


Mimo, że z niego taki urwis to nadal ma plusy. Nigdy nikogo specjalnie nie udrapie, uwielbia głaskanie, daje się nosić, wszędzie dotykać i wita wszystkich przy drzwiach. Jego mruczenie doprowadza każdego do śmiechu i jest typem, który lubi wszystkim towarzyszyć.


Jeszcze ciekawy fakt o nim, nadal nie ma jednolitego koloru oczu, czasami ma takie złote, całkowicie, czasami zielone, ale zdarza się, że ma zielone w złotej obwódce. Jestem ciekawa czy tak mu zostanie.









(Ostatnio dostał nowe zabawki, najbardziej spodobały mu się piórka)

piątek, 22 września 2017

Maseczki III.




Jestem maniakiem maseczek, ale co poradzić? Trzeba się tylko dzielić opinią! W dzisiejszym poście trochę inaczej niż zwykle, ponieważ będzie o maseczkach, na pory, na co ja mówię wągry.












Pierwsze co chciałam przedstawić to plastry na nos, które są koloru czarnego. Ważna rzecz to to, ze w jednej saszetce jest jeden plaster. Zapach mają chemiczny, taki jaki czuć po wejściu do apteki, ale nie jest on irytujący. Przyklejamy go na mokrą skórę i czekam 15-20 minut do zdjęcia go, na co ja poczekałam do póki całkowicie nie wysechł. Trochę bolało jego zdejmowanie, ale nie ma się czego bać, przypomina to zdejmowanie zwykłego plastra. Efekty nie były zbyt zachwycające, ponieważ nie zauważyłam większej zmiany na moim nosie. Na plasterku widać było małe kropeczki, ale nie było to wyciągnięcie jakiego bym oczekiwała. Skóra się nie zmieniła, a mam tu na myśli jej gładkość,
 co do koloru skór to nie była czerwona, może lekko zaróżowiona. 












Tutaj natomiast mamy maseczkę, którą nakładam głownie na okolice nosa i brody, dodatkowo czoło. Za pierwszym razem przed nałożeniem maseczki wzięłam gorącą kąpiel (nie jest to zbyt zdrowe, ale czasami można sobie na coś takiego pozwolić), nałożyłam później maskę,a  po wyschnięciu ją zdjęłam. Zero bólu, ogromnych rumieńców i płaczu. Maska nie zrobiła kompletnie nic, może poza wygładzeniem skóry. Przy drugim podejściu namoczyłam ręcznik wrzątkiem, chwilę poczekałam by zrobił się chłodniejszy i przyłożyłam go na parę minut do brody, nosa i czoła. Nałożyłam maskę i czekałam do całkowitego wyschnięcia, efekt był tym razem nieco lepszy. Trochę zaskórników  wyszło, ale nadal nie był to efekt jakiego można oczekiwać. 
Kolejne podejście z małą ilością produktu nie dało żadnego efektu, a z większą ilością produktu także nie podziałało, tylko wielkie krople spływały mi po twarzy. Szczerze nei spodziewałam się cudów, ale myślałam, że chociaż trochę pozbędę się problemu. Niestety nic z tego, a pieniądz to pieniądz, więc straciłam tylko na tej maseczce.

sobota, 16 września 2017

My favourite youtubers.



Każdy ma swoich ulubionych youtuberów, beauty guru, gameplay i jeszcze pełno innych możliwość. Ja również mam swoich i chciałam się nimi podzielić, a może już ktoś ich zna i lubi?


Tati



Osoba z fajnym podejściem, której zaufałam i polecam się z nią zaznajomić.


Safiya Nygaard 


Kreatywna osoba, która tworzy niecodzienne i zaskakujące projekty.


Q2HAN

Dwie Koreanki, które przedstawiają Koreę i mówią po Angielsku. 

Bardzo zabawne i miłe osoby.


Sibongtv 시봉tv

Przedstawia Koreę wraz z pomocą swojej dziewczyny.

 Lubię jego humor i zupełnie inne filmiki od tych, które widać wszędzie jak kopiuj wklej.


Evelina Forsell
Lubię jej niecodzienny makijaż, który moim zdaniem wyróżnia się na tle innych.
Uważam, że jej kanał jest bardzo przydatny i 
odkrywa pełno ciekawostek, i interesujących faktów.

ssin 씬님 

Bardzo zabawna osóbka, której sława nie strzeliła do głowy, z dość niecodziennym stylem.


Kat Napiorkowska



Świetne filmiki poruszające ważne kwestie. Dodatkowo w wielu językach.



Krist Soup



Niecodzienne projekty, pokazywane przez zwykłą osobę, która tworzy DIY w taki sposób, 
że każdy da radę to odtworzyć.



ThreadBanger 


Śmieszny kanał z DIY, który cię rozweseli i zainspiruje.


Simply Nailogical 


Jeżeli interesują Cię paznokcie lub HOLO to coś dla Ciebie!








To w jakiej kolejności podałam kanały nie ma nic wspólnego z tym, które lubię bardziej.

czwartek, 14 września 2017

Tołpa? Spróbowałam?




Tołpa to znana marka kosmetyków, która ma dobry skład i dużo osób jest zadowolonych z tych produktów, ja także znalazłam w niej coś dla mnie. Mam tu na myśli żel do twarzy.









Najpierw wyposażyłam się w małą próbkę, ponieważ Tołpa produkuje małe wersje ich kosmetyków, co nie kryję, miło mnie zaskoczyło. Używałam żelu przez kilka tygodni i stwierdziłam, że nie tylko sprawdza się na twarzy, ale i nie trzeba dużej ilości produktu na skórę. Używam go zgodnie z instrukcją, czyli rano i wieczorem. Mniejsza wersja produktu starczyła na przynajmniej miesiąc, więc postanowiłam kupić dużą tubkę. Twarz mam gładką, ładną i myślę, że dzięki temu produktowi wychodzę na lepsze. Co do zapachu to jest delikatny i nie zwracam praktycznie na niego uwagi, kolor jak widać po zdjęciu jest przeźroczysty.


(Przepraszam za jakość ale chodziło mi o wielkość produktu)


Kupiony w Super Pharm, ale niestety nie pamiętam ceny,
 przy najbliższej okazji sprawdzę je i uzupełnię lukę w informacji.

poniedziałek, 11 września 2017

Jak wyglądała moja matura i jak zareagowałam na wyniki? I

Przygotowania do matury na dobrą sprawę zaczynają się już na początku Liceum, albo może i już w Gimnazjum, ponieważ wiele materiału, który jest użyty na maturze ma przedział od Gimnazjum. Tak wyglądało to w moim przypadku, bo matura właśnie się zmienia, ponieważ i szkolnictwo się zmienia.
Byłam w klasie o profilu humanistyczno - artystycznym, jak na ironię losu był to zlepek ludzi, którzy w większości stawiali zupęłnie inną szkołę na pierwszym miejscu ( ja również myślałam o zupęłnie innej szkole, do której się nie dostałam). To jednak nie wszystko, nasza klasa była dość problematyczna, nie chodzi tu o głupie dowcipy, czy inne dziwne sytuacje. Wszyscy mieli wyraziste kolory i stawiali na swoim, dużo osób miało problemy, więc byliśmy klasą, która miała najwięcej osób na indywidualnych. Patrząc na to, że w naszej szkole była klasa z osobami niepęłnosprawnymi wygląda to dość szokujaco. Mieliśmy też problemy z obecnością na lekcjach i z nauczycielami, wiecie klasa, która stawia na swoim nie da sobą pomiatać. No i tak mieliśmy co roku problem z przynajmniej jednym nauczycielem. Mieliśmy także swoje plus, bo chociaż byliśmy ciężkim przypadkiem to jeżeli mieliśmy jakiś projekt to robiliśmy go na sto procent i zawsze dopieliśmy swego.

Czytacie Human i wiecie co to oznacza? Problemy z matmeatyką i tak było w naszym przypadku, mniej więcej byliśmy na tym samym poziomie, czyli niskim. Były oczywiście osoby, które radziły sobie bezbłędnie, ale to były 3 lub 4 osoby. Ja oczywiście należałam do tych gorzej obeznanych osób, więc później nie obyło się bez korepetycji i dodatkowych godzin przy próbnych egzaminach. Niestety nie pomyślałam o tym, że korepetycje powinnam zacząć od 1 klasy Liceum, bo miałam dobre oceny i uważałam, że mam dobrego nauczyciela. W drugiej klasie mieliśmy piekło na ziemi i sikanie po majtkach przed lekcją, także przestałam dawać sobię radę i w trzeciej klasie korepetycej były musem. W między czasie chodziłam do kuzynki by chodź trochę mi pomagała, w szkole koleżanka z klasy, która była dość dobra robiła dla nas dodatkowe zajęcia, więc chodziłam do niej czasami by mi z czymś pomogłam. W trzeciej klasie była nocka w szkole, na którą poszłam,a dodatkowo chodziłam na dodatkowe zajęcia w szkole dla maturzystów z matematyki. W domu miałam korepetycje jak zapewne podejrzewacie, ale do tego sama rozwiązywałam zadania, stare matury i tak dalej. Ile mnie to godzin i łez kosztowało to sama nie wiem, w każdym razie dużo i to tylko po to, by jednego dnia przyjść na prae godzin by uzupęłnić arkusz, który i tak zawierał dużo zadań, z którymi nie mogłam sobie poradzić. Tak, to zdecydowanie nie były tematy, w których byłam dobra.

Rozszerzenie z Polskiego i nagle myślić " O musieli być z tego dobrzy!", nie moi mili, nie ten adres. Oczywiście dawaliśmy sobie radę i to nie było tak trudne jak matematyka, ale geniuszami raczej też nie byliśmy. Jeżeli chodzi o wiedzę z lektur to mogliśmy sie trochę popisać, ale tego było okropnie dużo. Cztery zeszyty przez trzy lata, duże i grube, to wszystko w głowie? Nie możliwe. Ja mialam problemy z tymi wszystkimi zasadami itp, po prostu jest to dla mnie nie do przejścia. Z czym inni nie mieli problemów, więc skupialiśmy się totalnie na czymś innym co nie sprawiało mi trudności. Co nie znaczyło, że przysiadłam do tych rzeczy gramatycznych. Nie miałam na to czasu i ochoty, poza tym w trzeciej klasie się obudziłam, że nasza Pani zostawia to w naszych rękach. Stwierdziłam "jakoś to będzie." Do czasu kiedy przyszły matury, a tam pęłno pytań z mojej słabości. Pomyślałam, dobra miejmy nadzieję, że chociaż powiem wtedy coś, cokolwiek. No i przyszedł ten czas, by otworzyć arkusz i posiedzieć sobie przy nim parę godzin. No i co? 6 lat cholernych lektur, gramatyki, strachu przed Dziadami, Weselem, dziwnymi treściami i pytaniami z kosmosu. A tu co? Dość prosty arkusz, a rozprawka? Nie wiedziałam co zrobić. Jakoś dałam radę, chociaż to była  jedna z gorszych rozprawek, i te wszystkie epoki poszły się walić, bo i tak pamiętałam tylko "Lalkę" i to co przerabialiśmy ostatnio.

Historia? Chyba tylko jedna osoba z naszej klasy chciała pisać z niej rozszerzoną maturę i to jeszcze z indywidualnych! Ludzie, po co nas męczyli przez 3 cholerne lata rozszerzonej historii skoro my nic nie umieliśmy, wszystko zdawane na ściągach z telefonu. Na szczęście na sam koniec oglądaliśmy już tylko filmy, bo Pan słusznie stwierdził, że bez sensu mieć normalne lekcje.
Trzecie rozszerzenie to była wojna, ponieważ w mojej szkole było tak, że większość klasy decyduje jakie będziemy mieć rozszerzenie. Tak, to nie żarty. Na szczęście nasz klasa myślała nad WOS'em i Angielskim. Na początku wynik poszedł w stronę Angielskiego, ale ja wraz z kilkoma osobami wykłóciliśmy się jeszcze o WOS, z którego później i tak zrezygnowaliśmy. Mieliśmy pęłno godzin Angielskiego, ale nie wiele z nich wynosiliśmy. Nasza grupa była dość leniwa, a Pan nawet nie starał się by coś z tym zrobić. Ćwiczyliśmy głównie ustne mtury co było przesadą, ponieważ Angielski był codziennie z różnicą godzin w danym dniu.Te wszystkiego godziny mogłam przenzaczyć na o wiele lepsze przygotowanie i czuje, że było to marnowanie mojego czasu.

niedziela, 3 września 2017

Maseczki II.

Witam ponownie,
Wypróbowałam kolejne maseczki i sami zobaczcie jak się sprawdziły!



Zakup z drogerii Natura, w sumie zaciekawiło mnie samo złoto, bo jak większość ludzi patrzę na to, że coś jest ładne i ma ciekawe opakowanie. Na szczęście mnie to nie zwiodło. Jest to maseczka w płachcie, która ma za zadanie ujędrniać i nawilżać*. Maseczka, a w sumie płyn, w którym była zanużona, pachiał bardzo przyjemnie, delikatnie. Trochę przypominał mi zapach mydła. Nie wiem co dokładnie zrobiła ta maseczka, ale moja twarz wydawała mi się ładniejsza, nie miałam żadnych zaczerwienień, a skóra była przyjemna w dotyku. Szczerze czułam się zachwycona. Minusem jest to, że maseczka nie jest pokryta niczym by ułatwić nam jej rozłożenie. Chwilę się z tym męczyłam, ale przylegała bardzo dobrze w porównaniu do innych masek, których próbowałam, chociaż może to moje umiejętności się polepszyły.
*To tylko moje zdanie.





Mamy dwie saszetki z maseczką w kolorze zielonym, które również bardziej nakładamy jak krem niż jak maskę, ponieważ nie zmywamy jej wodą. Maseczkę trudno się otwierało, musiałam sobie pomóc nożyczkami, produktu było za wiele, czego bardzo nie lubię. Zapach mnie irytował, był dość intensywny, jak perfumy. Po nałożeniu na twarz wszystko mnie piekło, ale po jakimś czasie przechodziło. Plusem było to, że skóra była rzeczywiście nawilżona, nie była też zaczerwieniona. Zakup prawdopodobnie z Rossmanna i już nie kupię jej po raz drugi.

Kochasz podróże? Mam coś dla Ciebie.  Poniżej umieściłam link do strony internetowej, która umożliwia rezerwacje miejsc noclegowych na ...