Witam! Tym razem coś o tym jak spędziłam halloween, ale nie tylko. W Polsce mamy Święto Zmarłych i o tym też chce napisać.
Zaczynając od Halloween wspomnę może o tym, że mieliśmy normalnie zajęcia, tylko do godziny 15:00. Postanowiłam sobie także, że rano zrobię sobie halloweenowe śniadanie, później jakiś obiad i do horroru czipsy z jakimś napojem. Niestety nie wszystko poszło łatwo. Rano zajęcia na 8:00, więc wstałam wcześniej. Wzięłam się za kanapki z serem plus wycięcie wampira, oczywiście w formie tostowej. No i zacznijmy od tego, że to co stworzyłam nie wyglądało jak wampir! Mój brat stwierdził, że ducha wycięłam. To stwierdziłam, że będą duchy. Kolejny problem to ser, który wolno się rozpuszczał i bałam się, że z przodu będzie duch, a z tyłu jakiś węgiel. Na szczęście zdjęłam wszystko z patelni w samą porę, wysmarowałam majonezem i stwierdziłam, że DIY z pinterest to nie jest, ale wyszło wystarczająco dobrze. A najważniejsze było, że smakowało! Jednak przyznam rację wszystkim tym co stwierdzą, ze wygląda to strasznie, jednak ze względu na moje umiejętności artystyczne.
W trakcie przerwy między zajęciami wzięłam koleżanki pod ręce i poszłyśmy do Grande Coffee, przy czym ja wzięłam karmelową, a jedna z koleżanek, która także zdecydowała się by coś kupić zamówiła kawę Snicers. Kawa była dość dobra, jednak piłam lepsze, natomiast koleżanka bardzo chwaliła swoją kawę.
Po powrocie do domu wzięłam się za obiad, czyli Sphagetti. Chciałam mieć do niego czarny makaron, ale pojawił się problem braku czarnego barwnika. Nigdzie go nie znalazłam, więc poddałam się ciemnemu makaronowi, którego i tak nie powinnam jeść, bo zawiera gluten. (Nie ma co się rzucać na mnie, że uległam modzie, bo to po prostu choroba. Nagle mój organizm po 18 latach jedzenia glutenu stwierdził sobie, że on już go nie przyjmuje w dużych ilościach.) Sos zakupiłam, wynikało to jednak z braku czasu na zabawę w kuchni. Nawiasem bardzo polecam, Łowicz sos do sphagetti, do ryżu słodko - kwaśny także jest bardzo dobry. Wracając do tematu nie wyglądało to danie halloweenowo, ale niestety za późno wzięłam się za takie rzeczy.
Do horroru wybrałam najprostsze co mogłam, czyli czipsy i napój! Bardzo polecam dla leniwych osób.
Picie niegazowane, koloru pomarańczowego i faktycznie smakuje jak multiwitamina, przy czym wygląda ciekawiej. Smakuje jak zwykły sok, ale puszka cieszy oczy.
Chrupki cheetos o smaku pizzy to niebo, zwłaszcza jak nie można jeść każdych czipsów, miałam jeszcze kultowe maczugi, ale mama mi je podkradła nie wiem z jakiej racji i kazałam jej mi je odkupić. Naturalnie tego nie zrobiła.
W trakcie horroru - "Let the right one in" zadzwoniła do mnie kuzynka i namówiła mnie na piwo, więc w połowie filmu miałam przerwę. Po powrocie nałożyłam maskę, która była koloru czarnego. Stwierdziłam, że będzie idealna na halloween i przyznaję, ze jest to dobra maska ( recenzja niedługo się pojawi).
Film świetny, jednak nie zawierał nic z horrorów typu jamp scenki. Także jeżeli ktoś szuka mocnych wrażeń to nie polecam. Trafił on jednak w moje gusta i spokojnie po nim spałam.
Święto zmarłych
Święto to do południa spędziłam w domu, po czym poszliśmy do dziadków na obiad, a następnie na cmentarz. Ludzi oczywiście pełno, znalezienie pewnych grobów jak zwykle ciężkie, ale poszło nam wyjątkowo sprawnie. Porozstawialiśmy znicze i do domu.
Później poszłam z moim chłopakiem do jego rodziny na groby, z tą różnicą, że już było ciemno. W tą jedną noc wszystkie groby są zadbane, pali się mnóstwo zniczy i wygląda to na prawdę przepięknie. Jeden z ładniejszych widoków i żałuję, że nie mam zdjęć, ale na pewno da się jakieś znaleźć w internecie.
Poza tym nie widziałam żadnych dziwnych stylizacji, ponieważ jest to ponoć częste w Polsce, że kobiety stroją się jak na jakiś pokaz mody. Na szczęście ten widok zawsze mnie omija.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz